poniedziałek, 18 lutego 2013

. CHAPTER SEVEN .


. ODMIANA .

          Kolejny spokojny poranek. Ciężkie wspomnienia nie przytłaczały już tak bardzo Eve. Od jakiegoś czasu czuła się coraz lepiej, a świadomość obecności Louisa napełniała ją energią.
Siedziała na krześle kuchennym i czekała na śniadanie, które zobowiązał się zrobić Lou. W milczeniu obserwowała chłopaka i jego swobodne ruchy między szafkami kuchennymi, zlewem, lodówką i piecem. Pichcił jakąś dobrą zapiekankę. Zapach sam mówił za siebie. 
- Mmm, co tak ładnie pachnie? - Spytał blond łakomczuch, który nagle ni stąd ni zowąd pojawił się w kuchni.
- Robię śniadanie. - Uśmiechnął się Lou. - I wiesz co? Chyba trzeba będzie zrobić zakupy. - Oznajmił odwracając się do niego.
- Na mnie nie patrz, ja robiłem ostatnio… - Chłopak podniósł ręce na wysokość głowy i odsunął się od przyjaciela w stronę ekspresu do kawy. - Niech Liam idzie…
- Co ja? Znowu mnie obgadujecie? - Burknął wyelegantowany brunet, który stanął w drzwiach.
- Liam, byłbyś tak dobry aby iść na zakupy? - Spytał Louis.
- Byłbym tak dobry, ale niestety nawet nie zostanę na śniadaniu. Umówiłem się z Danielle, mamy jechać do jej rodziców na obiad, więc właściwie to… - Liam spojrzał na zegarek i dodał z uśmiechem - zmywam się już teraz, do jutra.
- Do jutra? - Zdziwił się Niall.
- Tak, myślę, że zostaniemy na noc. - Uśmiechnął się szeroko i wyszedł z kuchni.
Przez przypadek zderzył się z Zaynem, który na pół przytomny sunął w stronę nieziemskiego zapachu.
- Sorry stary… - Mruknął Liam przepraszając, że go szturchnął.
- Co? - Mulat podniósł swoje zamknięte jeszcze powieki.
Payne widząc nieobecność umysłową Malika jedynie machnął na niego ręką i udał się do wyjścia. Kiedy Zayn wtoczył się już do kuchni i poczuł nie tylko zapach śniadania Tomlinsona, ale również kawy Nialla, od razu się przebudził.
- Kofeina! Irlandzki chłopczyku, czy mówiłem ci już jak bardzo cię kocham? - Niemalże pisnął i pognał po kubek.
- Nie i obawiam się, że nie chce tego usłyszeć… - Westchnął z ironią. - Ale skoro mnie tak kochasz, to chyba jest coś, co mógłbyś dla mnie zrobić. - Blondyn postanowił wykorzystać sytuację.
- Co takiego mój ulubieńcu? - Spytał robiąc łyk czarnego, gorącego napoju.
- Idź na zakupy. - Oznajmił energicznie i radośnie.
- Co? Dlaczego ja? A Harry? Kiedy on ostatnio robił zakupy, co? - Oburzył się.
- Przecież wiesz, że jak on idzie do sklepu, to skupia się na wszystkim, tylko nie na tym co potrzebuje… - Westchnął Louis.
- No dobra, pójdę, ale ty idziesz ze mną! - Zagroził Niallowi palcem przed nosem.
- No dobra już, niech ci będzie…

***

Eveline ciągle siedziała bez słowa. Lubiła słuchać rozmów swoich przyjaciół. Kiedy śniadanie Louisa było już gotowe, cała czwórka usiadła do stołu i zaczęli zajadać. Niall i Zayn skończyli w magicznym tempie i od razu pojechali na zakupy. 
Louis siedział naprzeciw Eveline i obserwował jej tradycyjny ‘wilczy’ apetyt.
- Nie smakuje ci? - Spytał po chwili.
- Nie, jest pyszne… tylko dobrze wiesz, że nie lubię dużo jeść. - Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
- Po powrocie obiecałem, że się tobą zajmę, więc jak nie zaczniesz normalnie jeść, to sam cię będę karmił. - Zaśmiał się.
- Ale ja naprawdę nie potrzebuję dużo jedzenia. Jestem już najedzona, spójrz ile zjadłam. - Powiedziała z dumą wskazując widelcem na swój talerz.
- Skarbie, na tym talerzu nic się nie zmieniło od chwili, kiedy na niego nałożyłem jedzenie… no może tylko bardziej to rozbabrałaś… - Uśmiechnął się delikatnie z troską.
- Naprawdę się najadłam… i wypiłam całą szklankę soku! - Powiedziała chcąc za wszelką cenę wymigać się od dalszej konsumpcji.
- Nie wypuszczę cię stąd do póki nie zjesz chociaż połowy tego… - Westchnął.
- No dobrze… - Mruknęła i zabrała się za jedzenie. Postanowiła wrzucić w siebie równiutką połowę swojej porcji zapiekanki nawet, gdyby miała ją zwrócić.
Louis ucieszony postawą Evelyn Odszedł od stołu i zabrał się za sprzątanie brudnych naczyń.
- Wiesz, tak sobie pomyślałam, że może gdzieś byśmy wyszli? - Powiedziała po chwili Eve. Dziewczyna zrobiła to cicho, jakby nie chciała się przyznać do tego, że takie słowa wyszły z jej ust.
Louis odwrócił się natychmiast i odstąpił od czynności, którą wykonywał.
- Chcesz gdzieś pójść? - Spytał zdziwiony, ale najwyraźniej zachwycony, że stan jego przyjaciółki aż tak bardzo się polepszył.
- Tak tylko pomyślałam… nieważne… - Mruknęła lekko zawstydzona, kiedy Louis stanął blisko niej i oparł się tyłkiem o stół.
- Ale nie, to jest bardzo dobry pomysł. Cieszę się, że czujesz się lepiej… - Uśmiechnął się, a ona spojrzała na niego niepewnie. - Obiecuję, że po południu wyjdziemy gdzie tylko będziesz chciała. - Położył dłoń na jej ramieniu. - Za chwilę muszę wyjść coś załatwić, ale jak wrócę, będę wolny. 
Brunetka po jego słowach nieco posmutniała. Nie dlatego, że będzie miała przyjaciela na wyłączną dopiero po południu, ale jego wzmianka o załatwieniu czegoś ją zaniepokoiła. Ostatnimi czasy ciągle gdzieś wychodził i coś załatwiał. Biorąc pod uwagę jej ostatnią rozmowę z Harrym, ewidentne dla niej było, że musi zachowywać się naturalnie i nie robić żadnych problemów względem Stylesa, bo te “sprawy”, które Lou załatwia są pewnie związane z jej chorobą i tą całą sytuacją.
- Wychodzę! - Usłyszeli nagle głos Harrego dobiegający z przedpokoju.
- Harry? Zaczekaj. - Zawołał Louis. - Chodź tutaj na chwilę.
Po kilku sekundach w progu kuchni pojawił się Styles ubrany w ciemne spodnie, białą koszulkę i ciemną kurtkę.
- Co jest? - Spytał.
- Nie zjesz śniadania? - Spytał prosto z mostu, ale to nie o to mu chodziło.
- Nie jestem głodny, zjem cos na mieście. - Westchnął.
- Właściwie, to gdzie wychodzisz? 
- Idę na spacer, jest ładna pogoda, muszę się przewietrzyć. - Wyznał.
- Zabierzesz ze sobą Eve? - Uśmiechnął się do dziewczyny.
- Co? Nie, nie będę mu przeszkadzać… - Poczuła się zagrożona i zaczęła się wymigiwać. 
- Mówiłaś, że chcesz gdzieś wyjść, teraz masz okazję. - Uśmiechnął się.
- Ale ja nie…
- Spokojnie, będzie mi miło w towarzystwie. - Przerwał jej Styles i z uśmiechem podał jej swoja dłoń.
Dziewczyna spojrzała na uśmiechniętego Louisa, po czym przełknęła ślinę, wstała i ujęła niepewnie dłoń Harrego. Chłopak momentalnie zacisnął mocniej palce, a ona nerwowo westchnęła. Poprowadził ją do garderoby, poczekał, aż założy swoje trampki, po czym pomógł jej włożyć kurtkę. Otworzył drzwi i puszczając ją przodem, wyszli z domu.
To Harry stawiał pewne kroki przed siebie, to on wyznaczał kierunek drogi, ona tylko była dodatkiem do jego osoby. Podążała obok niego cicho jak duch. Przez długi czas milczeli, dopiero kiedy znaleźli się w parku, Harry postanowił przerwać tą ciszę.
- Dlaczego się nie odzywasz?
- A co mam mówić? - Szepnęła niepewnie.
- Cokolwiek. Przecież nie zabroniłem ci mówić. - Zaśmiał się.
- Dziękuję za taką łaskawość z twojej strony… - Westchnęła lekko poirytowana i ruszyła do przodu.
- Hej, przecież wiesz, że nie o to mi chodziło… - Powiedział doganiając ją i mocno chwytając za ramię.
Dziewczyna odruchowo przystanęła i odwróciła się w jego stronę. Spojrzała na niego z lekkim przerażeniem. Uścisk jego dłoni na jej ramieniu był bolesny. Harry miał dużo siły, a ona była delikatna.
- Przepraszam… - Jęknął zauważając, że zbyt mocno ją ścisnął. Zabrał dłoń z jej ramienia i przez chwilę milczał. Eve była lekko zdziwiona, że stać go na takie słowo względem jej. - Nie bój się mnie… - Westchnął.
- Słucham? - Zmarszczyła czoło.
- Mówię, żebyś się mnie nie bała. - Uśmiechnął się delikatnie i pogładził jej policzek opuszkami palców.
- Ty się słyszysz? Ja mam się ciebie nie bać? - Prawie że krzyknęła strącając jego dłoń, a on wydawał się być zdziwiony. Widząc jego minę Evelyn postanowiła więcej się nie bać i wypowiedzieć to na glos. - Mam się nie bać człowiek, który mnie zgwałcił? Kilkakrotnie! - Warknęła, ale niezbyt głośno, mimo wszystko nie chciała, żeby cały świat dowiedział się o jej upokorzeniach. Nie chodziło tutaj o popsucie reputacji Stylesa, ale o nią samą.
Nagle stało się coś dziwnego. Harry położył obie swoje dłonie na jej chłodnych policzkach i w mgnieniu oka przysunął swoją twarz do jej twarzy całując z zapałem. Było to na tyle dziwne, że w jego pocałunku nie było nic groźnego, nic zwiastującego przemoc. Równie dziwne było to, że ona go nie odtrąciła. Po chwili położyła swoje delikatne ręce na jego biodrach i pozwoliła się całować.
Kiedy Styles się od niej odkleił, ona ciągle miała zamknięte oczy. Otworzyła je i ujrzała twarz Harrego, która lekko promieniała. Stali tak przez chwilę. Między nimi wytworzyło się coś dziwnego.
- Dlaczego to zrobiłeś? - Spytała cichutko próbując zwalczyć gulę, która pojawiła się w jej gardle.
- Nie odwracaj się… - Poprosił. - Tamci ludzie, to paparazzi, którzy wyłapią każdą sytuację. To była świetna okazja, żeby pokazać mediom jak dobrze się dogadujemy. Poza tym lepsza taka informacja, niż wiadomość o gwałcicielu, którym mnie nazwałaś. Jesteś chora, ale nie pozwolę, żeby świat zewnętrzny miał cię za wariatkę.
Evelyn nic z tego nie zrozumiała. Zakodowała jedynie w swojej głowie to, że nie może się odwracać, reszta była dla niej niezrozumiała. To ona była chora, ale nie na tyle, żeby nie umieć nazwać tego, co robił jej Harry, tymczasem to on zachowywał się jak psychiczny.
Chłopak nagle przyciągnął ją do siebie i przytulił. Kiedy to zrobił, wyglądał na czułego i troskliwego chłopaka Evelyn. O to mu chodziło.
Pocałował ją w czoło, po czym złapał jej dłoń, splótł swoje palce z jej i ruszyli dalej. Spacerowali tak przez jakiś czas, aż wreszcie dotarli do domu. Ich dłonie ciągle były połączone ze sobą. Eve zaczynała powoli czuć się bezpiecznie. Była lekko zdziwiona, że stać go na takie ludzkie odruchy.
- Wróciliśmy! - Oznajmił głośno Harry, kiedy przekroczyli próg drzwi domu.
Eve poszła do łazienki. Postanowiła skorzystać z tej na dole, bo obawiała się, że do tej na górze nie zdąży. Kiedy załatwiła swoją potrzebę, podeszła do umywalki i umyła dokładnie ręce. Trochę się zamyśliła i przez około trzy minuty grzała dłonie pod ciepłą wodą. Wreszcie zakręciła kurek i chciała wytrzeć ręce. Podniosła głowę i pisnęła. W lustrze zobaczyła Harrego, który stał za nią i się uśmiechał.
Dziewczyna złapała szybko ręcznik i wycierając dłonie, odwróciła się do niego.
- Przestraszyłeś mnie… - Westchnęła lekko nerwowo.
Harry nic nie mówił. Poczekał, aż Eve wytrze ręce, odwiesi ręcznik i z powrotem się do niego odwróci. W sumie nie miała wyjścia, musiała się do niego odwrócić, aby poprosić go, żeby się przesunął, bo chce wyjść. Nie zdążyła tego zrobić, bo Styles jeszcze bardziej się do niej przysunął. Złapał ją w talii i zaczął muskać ustami jej szyję. Podobało jej się, ale nie miała ochoty tego kontynuować, bo bała się, że może znowu posunąć się nieco dalej.
- Wypuść mnie, nie mam ochoty się całować… - Poprosiła grzecznie.
Harry jednak nie miał zamiaru wysłuchiwać protestów. Złapał ją za uda i podsadziła na umywalkę tak, że dziewczyna na niej siedziała. Przeraziła się.
- Zamknij się… - Szepnął je do ucha.
Jego dłonie wędrowały po jej nogach, które - na szczęście dla niej - były ubrane w dżinsy. Jednak kiedy zaczęły przesuwać się niżej i wodziły po jej nagim ciele pod bluzką, Eve zaczynała się znowu bać i nie mogła uwierzyć w to, że przez chwilę go polubiła.
- Puść mnie, bo zacznę krzyczeć. - Warknęła i wbiła paznokcie w jego ręce chcąc je od siebie odsunąć.
- Krzycz ile chcesz, dom i tak jest pusty… - Zaśmiał się szyderczo.
Kiedy Eve zaczęła mocniej wbijać swoje paznokcie w jego ręce, on wykonał zwinny ruch, chwycił jej dłonie i wyciągnął wysoko w górę unieruchamiając je przy lustrze.
- Jesteś nienormalny! - Krzyknęła przez łzy, kiedy jedną dłonią trzymał jej ręce, a drugą zdejmował jej spodnie. - Przecież nie jestem twoją własnością! Jesteś ohydnym zboczeńcem! Jak tak możesz?! - Krzyczała przez gorzkie łzy. Przestała mieć już jakąkolwiek nadzieję, że uniknie stosunku z nim. I wtedy stało się coś, czego nigdy by się nie spodziewała. 
Harry puścił jej dłonie, ale nie odsunął się. Spojrzał na jej zapłakaną twarz i sam posmutniał. Zacisnął mocno oczy, jakby chciał ukryć swoje łzy.
- Wyjeżdżam i chcę się tobą nacieszyć. - Powiedział, jakby tym chciał usprawiedliwić swoje zachowanie.
- Przecież nie musisz od razu robić tego… - Szepnęła i przerwała nie chcąc wypowiedzieć tego słowa.
- Tylko tak mogę poczuć cię blisko siebie… - Jęknął z ciągle zamkniętymi oczami i opuszczoną głową. - Tylko tak mogę sobie wyobrazić, że mógłbym być dla ciebie kimś… - Znowu urwał.
Eve poczuła smutek. Nie wiedziała dlaczego ona to tak naprawdę robi. Nie wiedziała, czy to tylko podpucha i chęć wzbudzenia w niej żalu, czy to tak na poważnie. Jedno jest pewne, zmiękło jej serce. Widząc twarz chłopaka, ona zarzuciła swoje ramiona na jego barki i przytuliła go mocno do siebie.
- Nie uważasz, że od samego początku mogłeś mi powiedzieć, że chciałbyś aby między nami było coś więcej? - Szeptała ledwo wydobywając z siebie słowa przez łzy. - Nie musiałeś stosować przemocy i robić mi to co robiłeś… - Rozpłakała się.
Harry owinął ją rękami i również przytulił mocno do siebie. Wtulił głowę w jej obojczyk i tkwił tak przez chwilę, aż do momentu, kiedy dziewczyna poczuła, jak coś spływa jej po klatce piersiowej. Odsunęła go od siebie. Nie dowierzała, miał zapłakane oczy. Ten sam brutalny chłopak, który przysporzył jej tak wiele stresu, który wręcz nagminnie ją upokarzał, który ją krzywdził… teraz wypłakiwał się w jej ramię.
- Jesteś idealna, a twoja więź z Louisem podburzała mnie do tego stopnia, że musiałem coś zrobić… byłem zdesperowany… Ev, wybacz mi… - Głos mu się załamał.
Dziewczyna ujęła jego twarz w dłonie. Kiedy podniósł powieki ona spojrzała w jego zielone oczy. Dopiero teraz zauważyła, jak intensywny kolor mają. Zrobiło jej się go żal. Mimo wszystko, mimo tego jakim był potworem, mimo tego jak bardzo się go bała… chciała to naprawić, chociaż to nie była jej wina.
- Jeżeli chcesz, spróbujemy zacząć od nowa… - Szepnęła.
- I byłabyś w stanie wybaczyć mi to wszystko?
- Mogłabym sprawdzić, czy potrafię… - Uśmiechnęła się lekko. - Ale mam jeden warunek…
- Jaki?
- Nie mówmy nic nikomu… na razie.



***
OD AUTORKI: zamieszczam tą informację wszędzie, ale nie zaszkodzi zamieścić ją jeszcze tutaj. Wszelkie informacje o nowych rozdziałach na moich blogach i inne ciekawostki --> TUTAJ
dobranoc ;*